Światowy Dzień Chorego. Natalia Koczanowska z Kozłowa wygrała walkę z nowotworem

Sylwia Łabuz
Historia Natalii z jednej strony napełnia smutkiem, z drugiej daje nadzieję. Waleczna dziewczyna z Kozłowa pokonała złośliwy nowotwór. Dokładnie 4 lutego, w Światowym Dniu Walki z Rakiem, odebrała wyniki tomografii i okazało się, że jest „czysto”!

Zaczęło się całkiem niewinnie

Po maturze spędzała dużo wolnego czasu, chodząc po górach. Mylnie sądziła, że ból nogi jest skutkiem wakacyjnych wędrówek. Wizyty u lekarzy nie rozwiązały problemu. Natalię zdiagnozowano nieprawidłowo i leczono na zapalenie stawów. W połowie września 2017 roku, w końcu padły słowa, których nikt nie chciałby usłyszeć – osteosarcoma kości udowej lewej o wysokim stopniu złośliwości. Pomimo braku przerzutów, wciąż to śmiertelna diagnoza. Natalia była przerażona.

Kiedy usłyszałam: „Tak Natalko, to nowotwór złośliwy”, spojrzałam w okno gabinetu lekarskiego i wyobrażałam sobie, jak moje życie ucieka mi przez palce. Myślałam o niedokończonych sprawach, ludziach, których zostawię, niespełnionych marzeniach. Lekarz mówił do mnie, a ja czułam się, jakbym była w szklanej, dźwiękoszczelnej kuli. To był cios, który był przeze mnie postrzegany jako ogromna, życiowa tragedia

– opowiada Natalia.

Miały być studia, przyszedł rak

Natalia zdała maturę z dobrym wynikiem, dostała się także na wymarzone studia. Zwykłe życie „normalnej” nastolatki musiało jednak poczekać. Nowy koc i miękka poduszka zamiast trafić do akademika, pojechały z Natalią do szpitala. Miejsce szkolnej ławki zajęło szpitalne łóżko, na którym przeszła szkołę życia. Jak podkreśla, ten czas był koszmarem. Nagle z energicznej dziewczyny, lubiącej taniec i jazdę na rowerze, stała się osobą, wymagającą całodobowej opieki.

Na początku choroby zaczęło się piekło. Agresywna chemia, zderzenie z onkologią, strach przed operacją i amputacją nogi. Pierwszą chemię zniosłam wyjątkowo źle. Nie mogłam oddychać, byłam podłączona do tlenu. Po powrocie do domu nie jadłam i nie piłam przez wiele dni. Znikałam w oczach coraz bardziej. Bolało, ból był straszny. Pamiętam, że chciałam rwać sobie włosy z bólu, tylko, że ich nie miałam…

– wyznaje.

Dodaje, że przez wiele miesięcy nie była w stanie poruszać się samodzielnie. Najbliżsi pomagali jej we wszystkim, byli dla niej wielkim wsparciem.

– Dzięki obecności bliskich przetrwałam wszystko. Wiedziałam, że mam dla kogo walczyć. Tak naprawdę pokazywałam ludziom optymistyczną wersję siebie, prawdę znali najbliżsi. Nikomu więcej nie pozwoliłam widzieć się w najgorszym stanie. Chciałam, aby ludzie zapamiętali mnie jako optymistkę, dającą nadzieję na wygraną. Na szczęście wygrałam i mogę dzielić się tą nadzieją! – mówi.

Miłość, Wiara i Nadzieja

Natalia podkreśla, że choroba ją zmieniła – nauczyła doceniać życie, cieszyć się każdą chwilą, najmniejszą rzeczą, jeszcze bardziej uwrażliwiła na drugiego człowieka. Paradoksalnie, jest za nią wdzięczna. Wyznaje też, że po wszystkim, co przeżyła, czuje, że poradzi sobie ze wszelkimi przeciwnościami losu.

Choroba, choć wiele zabrała, to pokazała mi prawdziwy sens życia. I dziś, mimo przeciwności, jestem bardzo szczęśliwa. Otaczam się wspaniałymi ludźmi, żyję pełnią życia. Cieszę się drobnostkami. Piszę bloga, który jest siłą i nadzieją dla wielu osób. Dziś wiem, że idę właściwą drogą w życiu

- przyznaje.

Zaznacza, że dzięki chorobie poznała prawdziwą miłość i przyjaźń. Ma wspaniałych przyjaciół, których nie poznałaby, gdyby nie choroba i rehabilitacja. Dziś już nie żałuje, że zachorowała. Wie jednak, że nie każdy to zrozumie.

W wyjściu z choroby pomagało jej nie tylko wsparcie rodziny, przyjaciół i dobrych ludzi spotykanych na drodze, ale także wiara w Boga. Przed operacją obiecała mu, że jeśli pozwoli jej zatrzymać nogę, pójdzie na niej do wszystkich, którzy będą jej potrzebować. Jest przekonana, że ma tutaj, na ziemi, swoją misję do spełnienia.

- Choroba była trudną, ale zarazem potrzebną lekcją życia. Dzięki niej poznałam prawdziwą twarz Boga. Moja wiara stała się dojrzała, nauczyłam się w pełni Mu ufać, mimo strachu. Bardzo bałam się operacji i jej ryzyka. Ale i tak byłam pełna dziwnego spokoju i delikatnej radości, bo chciałam żyć. Tylko tyle i aż tyle. Dziś wiem, skąd pochodził ten spokój. Pamiętam, że ostatnią myślą, zanim zasnęłam pod narkozą było: „Bądź Wola Twoja”. I obudziłam się, z nogą, która dziś prowadzi mnie przez świat. Mimo niepełnosprawności, korzystam z życia maksymalnie. Pomagam wielu ludziom i staram się dawać nadzieję – wyjaśnia.

Natalia żyje według zasady puszczania dobra w obieg. Sama, dostając jego wielkie pokłady, podaje je dalej, by zatoczyło krąg. Nie raz słyszy słowa, które mocno ją wzruszają – Natalia, dziękuję, że pojawiłaś się w moim życiu. Jesteś moim aniołem. Wtedy jest pewna, że choroba nie zrujnowała jej życia, ale pozwoliła narodzić się na nowo.

Dziś, patrząc na przeszłość, nie żałuję niczego. Wiem, że wszystko ma swój cel i nic nie dzieje się bez przyczyny. I choć boję się, co przyniesie przyszłość, wiem jedno – mam w sobie ogromną siłę, aby pokonać każdą przeciwność losu

– dodaje.


ZOBACZ TEŻ: Osocze sposobem na koronawirusa?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie