RSS   |    Newsletter   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Dębica » Jak jazz opanował Kraków

Jak jazz opanował Kraków

2009-02-03, Aktualizacja: 2009-02-04 07:30

Polska Gazeta Krakowska Magda Huzarska-Szumiec

Szara powojenna rzeczywistość Krakowa. Ponure ulice i kilka mordowni, w których pije się na umór. I w tym wszystkim grupa młodych ludzi, zafascynowanych "plugawą muzyką amerykańskich Murzynów" - jak określają jazz ...
Szara powojenna rzeczywistość Krakowa. Ponure ulice i kilka mordowni, w których pije się na umór. I w tym wszystkim grupa młodych ludzi, zafascynowanych "plugawą muzyką amerykańskich Murzynów" - jak określają jazz przedstawiciele nowej władzy.


By nie dać się kompletnie zwariować, zbierają się w prywatnych domach lub w klubach, i słuchają improwizowanych dźwięków. Pisze o nich Antoni Krupa w właśnie wydanej książce "Miasto błękitnych nut, czyli historia krakowskiego jazzu i nie tylko". My stworzyliśmy mapę miejsc, w których spotykali się jazzmani.


1. ul. Retoryka 18

Mieszkanie państwa Ferstnerów. Pan domu był lekarzem wojskowym w stopniu pułkownika. Wraz z rodziną zajmował pięć przestronnych pokoi, do których jego syn Marian zapraszał kolegów. A któż tam nie bywał? Na podłodze zasiadał kwiat inteligencji krakowskiej. Naczelny "Przekroju" Marian Eile głośno dyskutował z Janiną Ipochorską ("Przekrojowym" Kamyczkiem). Pani Janina znana była z wielkich kapeluszy i butelki z popularną wówczas czerwona kartką, z której nalewała sobie wódkę do zwykłej musztardówki. Zresztą alkohol spełniał wtedy naprawdę ważną rolę. Mógł być bowiem świetnym alibi, gdyby ktoś niepowołany wpadł na to konspiracyjne spotkanie. Raz się tak zdarzyło, ale dzięki paru flaszkom stojącym na stole udało się przekonać milicję, że to trochę głośniejsze imieniny cioci. W innych pomieszczeniach można było spotkać wybitnego malarza Jerzego Skarżyńskiego, pogrążonego w rozmowie z Ludwikiem Jerzym Kernem, Stefanem Kisielewskim, Stanisławem Dygatem czy Sławomirem Mrożkiem. Wszyscy oni słuchali grających na rozstrojonych instrumentach - Jerzego "Dudusia" Matuszkiewicza, Andrzeja Kurylewicza, Andrzeja Wojciechowskiego, Krzysztofa Komedy czy Krzysztofa Trzcińskiego.



2.
∨ Czytaj dalej
Reklama
ul. Stradom


Małe mieszkanie Witolda Kujawskiego, do którego wchodziło się przez drewniany balkon. W jednym pokoju mieścił się fortepian, kontrabas, blisko których stawali muzycy grający na mniejszych instrumentach. No i tłum gości, obsiadających podłogę, parapet, a nawet tańczących w tych warunkach boogie-woogie, nazywane przez ZMP-owców chorobą Heinego-Medina albo tańcem świętego Wita. Nie było wygodnie, ale za to nie trzeba było przejmować się sąsiadami, bo za ścianą mieścił się Związek Głuchoniemych.



3. ul. Krowoderska 8

Pierwszym klubem jazzowym była w Krakowie YMCA, krótko działające po wojnie Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej, zwane popularnie "ciocią Imcią". Przygarnęło ono bezdomnych muzyków, którzy tu zaczęli organizować jam session. Sensacją był tam Jerzy Borowiec, syn znanego właściciela zakładu fotograficznego przy ul. Karmelickiej, który jako pierwszy grał na saksofonie rock and rolla leżąc. Dziewczyny szalały. W Imce występował także zespół Lajkonik, ale był mały, więc mówiono na niego Lajkucyk.



4. ul. Królowej Jadwigi

Przy tej ulicy mieściła się szkoła podstawowa. W dzień grzecznie biegały po jej korytarzach dzieci. Zdziwiłby się ktoś jednak, kto pojawiłby się w jej okolicach pewnej nocy w 1954 r. Nie dość, że usłyszałby improwizowane nuty, ale mógłby też pomyśleć, że w sali gimnastycznej budynku wybuchł pożar. Bowiem wydobywały się z niej kłęby dymu. Był to oczywiście dym papierosowy, bez którego trudno było fanom jazzu słuchać swojej muzyki. Tam właśnie odbyły się pierwsze Zaduszki Jazzowe. Organizatorzy dostali na nie zgodę, ponieważ obiecali, że dochód zostanie przeznaczony na Komitet Rodzicielski. Nie zachowała się lista gości, którzy uczestniczyli w imprezie, bo służby bezpieczeństwa ją podobno ukradły. Wiadomo tylko tyle, że koncert rozpoczął Leopold Tyrmand, grając na fujarce "Swanee River". Utwór ten stał się sygnałem kolejnych zaduszkowych spotkań.



5. ul. Zwierzyniecka
Jerzy Skarżyński wynajął pomieszczenia należące do Yacht Klubu. - Pamiętam to zadymione, mroczne wnętrze. Butelki z oranżadą, i nie tylko oranżadą, na stołach, jakieś śledzie, kanapki itd. A na scenie muzycy jazzowi, między innymi Andrzej Kurylewicz. To było coś niezwykłego. Pamiętam Wojtka Karolaka. Podziwialiśmy jego dziewczynę Barbarę - wspomina Roman Kowal.



6. ul. Św. Marka 15
Lokal liczył w sumie nie więcej niż 80 metrów kwadratowych plus toaleta i był pozbawiony wszelkich wygód. Wzdłuż ścian zamontowano drewniane ławy, a na sali ustawiono proste stołki oraz takież krzesła. W jednym rogu był bar, w drugim fortepian, przy ścianie zamykane biurko, które mieściło dokumenty klubu i Stowarzyszenia Krakowski Jazz Klub "Helikon". Klub nie posiadał ogrzewania, co było szczególnie dotkliwe dla rezydentów - wspomina Grzegorz Tusiewicz.
W "Helikonie" ściany pomalował Wiesław Dymny, choć na stojący na środku filar zabrakło mu już farby i do końca pozostał on goły. Na fortepianie sypiał wtedy bezdomny Adam Makowicz, a za barem stał trębacz Andrzej Jakóbiec, który zawsze pod blatem trzymał instrument i jak tylko się dało, wyjmował go i zza kontuaru przyłączał się do improwizujących muzyków. A występowali tam wszyscy, m.in. Krzysztof Komeda, Andrzej Trzaskowski, Andrzej Kurylewicz, Tomasz Stańko czy Wacław Kisielewski. Tu też odbyło się słynne wesele Krzysztofa Komedy z Zofią i Andrzeja Trzaskowskiego z Teresą, które zakończył wybuch petardy w toalecie, po którym goście musieli salwować się ucieczką.



7. Rynek Gł. 8

W Klubie pod Jaszczurami odbywały się słynne w latach 80. "wtorki jazzowe". Przychodzili tu nie tylko złaknieni jazzu studenci, ale też nieco starsi miłośnicy muzyki, którzy nie omijali jeszcze takich miejsc jak "Rotunda" (Oleandry 1) czy "Przewiązka" (Bydgoska 9), a także Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami.



Korzystałam z książki Antoniego Krupy "Miasto błękitnych nut" i Grzegorza Tusiewicza "Helikon".